Chlebodawca, taka nazwa do mnie przylgnęła i nie chciała się odkleić.
Nie miałem wyjścia, musiałem ją polubić 🙂
Nie jestem szefem wielkiej firmy, nie daję ludziom zatrudnienia, sam szukam zajęcia, które dałoby mi satysfakcję i utrzymanie.
Chleb towarzyszył mi przez całe życie. Ten, który pamiętam był smaczny i zdrowy.
W związku z tym, że dzisiejszy nie spełniał moich surowych wymogów, postanowiłem go sam piec w domu. 
Nie jestem piekarzem i wszystkiego musiałem nauczyć się sam.
Nie było łatwo, czasem nawet bardzo ciężko.
Rzadziej tragicznie a częściej komicznie. Na szczęście to już historia.
Chleba nauczyłem się na własnych błędach i tej metody nauki szczerze nie polecam. Ma jedną poważną wadę – jest bardzo czasochłonna. 
Dzisiaj piekę i będę piekł prawdziwy chleb, dopóty, dopóki będę miał dobrą mąkę, piec i siłę do mieszania ciasta.

Przemierzyłem Polskę wzdłuż i wszerz odwiedzając miejsca znane z tradycji wypiekania chleba. Poznałem wiele osób, które jeszcze pamiętają, jak dawniej chleb wypiekany był w piecu opalanym drewnem.
Przejrzałem chyba wszystkie strony internetowe traktujące o wypiekach w poszukiwaniu najstarszych przepisów i cennych wskazówek.
Nabyłem mądre książki, które na długi czas były moją lekturą do poduszki.
Zdobytą wiedzę teoretyczną sprawdzałem we własnej kuchni, tworząc nowe chleby w iście szaleńczym tempie. Nie wszystko wychodziło tak, jakbym sobie tego życzył. Do wielu przepisów podchodziłem kilka razy, najczęściej bez zadowalającego efektu. Wiele z nich porzuciłem, do wielu się zraziłem.
Kto wie, może do nich kiedyś wrócę?
Na szczęście są też takie, które po wielu próbach i dostosowaniu do wypiekania w moim wspaniałym piecu wychodzą mi doskonale.

Epizod z chorobą, z którą walczyłem kilka lat spowodował, że w centrum mojego zainteresowania znalazł się wartościowy, zdrowy chleb.
Kiedyś tradycyjnie wypiekało się taki na wsi. Chleb żytni, z grubo mielonej mąki z pełnego przemiału, wytwarzany metodą ukwaszania bez dodatku  jakichkolwiek cudownych polepszaczy, okazał się być najzdrowszym i dzisiaj cieszy się moją największą sympatią.  Wytwarzany ze sprawdzonych surowców, z dbałością na każdym kroku jego produkcji, bez żadnego kompromisu oraz skrótów, jest dla mnie ponadczasowym mistrzem w kategorii wszystkich chlebów. Stare zakwasy, którymi zostałem kilka lat temu obdarowany dały początek Mojej Wielkiej Pasji, która trwa do dzisiaj. 

W uznaniu zasług, zakwas, który pieczołowicie pielęgnowany dał początek moim najbardziej udanym wypiekom, otrzymał dumne imię HIERONIM.
Chociaż jego historia sięga początków ubiegłego wieku to jego temperament wcale nie maleje.  Przeciwnie, okrzepły w bojach, wystawiony na ciężkie próby głodu i zapomnienia, zahartował się doskonale i nigdy nie odmawia współpracy. Z jednym wyjątkiem, gdy ktoś zapomni, jak się nazywa 🙂

Chleb to mąka, woda i sól. Celowo nie piszę o zakwasie, który składa się właśnie z mąki, wody oraz dobrotliwych bakterii kwasu mlekowego, które wspólnie z naturalnymi drożdżami bytującymi na ziarnach zbóż powodują jej ukwaszenie,
Tym samym sprawiają, że chleb pięknie wyrasta bez udziału drożdży piekarskich oraz nowoczesnych „dopalaczy”.

Naturalne składniki najwyższej jakości, naturalne metody produkcji, chleb pieczony z pasją i dla przyjaciół, to jednocześnie mój standard  i moje motto.

Krótko: prawdziwy chleb, bez ściemy.